środa, 1 czerwca 2016

Rozdział Pierwszy - Legenda Kielichu Zguby

Zapowiada się najzwyjklejsza w świecie  sobota. Za bardzo nie jestem tym uradowana, bo takich sobot mam już serdecznie dość. Zwykle w takie dni zatapiam się w jakiejś lekturze. Tak też zrobię dzisiaj.
Gdy książka jest już w mojej ręce wędruję pod moją ulubioną śliwę. Już chcę otworzyć książkę gdy zatrzymuje mnie chmara latających liścików. Łapię jeden z nich. Dowiaduję się z niego, że w przyszłym tygodniu mamy przyjść do Złotego Pałacu. Złoty Pałac jest małym pałacykiem, gdzie mieści się dom burmistrza naszego miasta. Nie wyjaśniono z jakiego powodu. Jest tylko krótkie zdanie. Jednak najbardziej moją uwagę przykuło to, że w Hartswitte jest dość mało ludzi, a kartek było chyba z miliardy. To pewnie kolejny "genialny pomysł" burmistrza. McKrinnera.
Nie przejmuje się takimi ogłoszeniami, więc stwierdziłam, że liścik będzie wspaniałą zakładką do książki.
-Córeczko, chodź tu na chwilę! -Z kuchni usłyszałam głos mamy. Westchnęłam, nic z spokojnego dnia z książką.
-O co chodzi, mamo? -Spytałam znudzona, gdy weszłam do kuchni. Mama pokazała mi kartkę, którą przed chwilą dostałam.
-Przeczytasz? -Spytała przymilnym głosem. No tak, mama ma już swoje lata, a bez okularów widzi dość słabo.
-Też do dostałam. Burmistrz każe nam przybyć w następną środę do Złotego Pałacu. Mama gadała coś o tym, że w środę nie może przyjść, ale dalej już nie słuchałam.
Zobaczyłam na dworzu dość niezwykłego ptaka. Miał on jaskrawe, żółte skrzydła, zielony dziób i fioletowo - różowy tułów.
-Lilyanne Johnson! -Krzyknęła mama głosem, którego używa gdy jest na mnie zła. -Czy ty mnie w ogóle słuchasz?!
-Ymmm... -Zawahałam się. -Tak! -Skłamałam i wybiegłam z domu zanim mama zdołała coś powiedzieć.
Chyba nie muszę mówić gdzie pobiegłam. Pod śliwę. Tam gdzie czekała na mnie książka.
W ogóle co to za książka? Wzięłam jakąś z regału, nawet nie wiedząc jaka to...
-Cooo...? -Jęknęłam. -Najnudniejsza książka świata pod tytułem Legenda Kielichu Zguby?!
Nigdy jej nie czytałam, więc nie wiem czy jest aż taka nudna, ale zazwyczaj książki tego typu są nudne. A przecież nie mogę iść do domu, bo tam czyha mama.
-No dobra. Miejmy nadzieję, że okaże się ciekawa. -Westchnęłam i otworzyłam książkę.
Dziwne, okazało się, że była całkiem ciekawa. Dowiedziałam się, że istniał kiedyś Kielich Zguby i on spełniał życzenia i odpowiadał na pytania. Doszłam do trzydziestego akapitu i zmrużyłam oczy. Nie uwierzyłam w to co przeczytałam. Kielich zaginął w rzekach Alyu i posiadało go miasto... Hartswitte! Co wiek zwołuje się wszystkich mieszkańców i magicznym sposobem wybiera się osobę, która ma odnaleźć kielich! Już wiem dlaczego Burmistrz zwołał wszystkich do Złotego Pałacu. Ale jestem spokojna. To nie mogę być ja.
~Czarny Anioł. 

wtorek, 31 maja 2016

O mnie.

Mam na imię Zuzanna. Wiek pragnę zachować dla siebie.
Podzielę się na tym blogu z Tobą moją "książką".
O czym ona jest dowiecie się wchodząc w zakładkę "O książce". Jeśli czcionka będzie inna - za co z góry bardzo przepraszam - to znaczy, że rozdział skopiowałam w Worda.
~Czarny Anioł.